|
Aktywnie działające prabuckie Stowarzyszenie Kresowiaków
przygotowało dla swoich członków miłą niespodziankę. Z wizytą
w tym mieście przebywał ksiądz Andrzej Walczuk, który na co dzień
prowadzi parafię w Sarnach na Ukrainie.
Dzięki tej wizycie byli wołyniacy mieli możliwość
dowiedzieć się, co zmieniło się w miejscowościach z ich lat
dziecinnych. Spotkanie w prabuckim domu kultury było okazją do
wielu ciekawych opowieści i wspomnień.
- Ludzie wspominając czasy wojny, nie odczuwają
skrępowania mówiąc o tym. Nie odczuwa się tam nastroju wrogości
wobec nas, Polaków - mówi ksiądz Walczuk.
Wielu mieszkańców Prabut pochodzi z Wołynia.
Miejsc, w których spędzili lata młodości, nie widzieli od tamtej
pory. Niektórzy boją się tam pojechać.
- Rozumiem te obawy, ale najgorszy jest ten
pierwszy raz. Wielokrotnie spotykałem się z osobami, które
odwiedziły Wołyń po latach. Jechały tu z oporami, a w końcu
bardzo żałowały, że nie przyjechały prędzej - dodaje ksiądz
Andrzej.
Pochodzący z Kresów chętnie dzielili się
swoimi wspomnieniami z czasów dzieciństwa. Pani Longina Urbanowicz
urodziła się w 1940 roku w Batyńcu. W tej małej miejscowości z
jednej strony ulicy mieszkali Polacy, a z drugiej Ukraińcy.
Nawzajem uczyń się swoich języków, nawiązywały się przyjaźnie.
- Mój ojciec był leśnikiem, a wraz z nim
pracował pewien Ukrainiec. To właśnie on ostrzegł mojego ojca
przed rzezią, która później miała miejsce - wspomina pani
Longina. - Dzięki niemu udało nam się ujść z życiem. Moja
babcia powiadomiła wszystkich Polaków z naszej wioski i wielu z
nich udało się przeżyć.
Pani Longina nie była jeszcze w Batyńcu. Jej
marzeniem jest wybrać się tam jak najszybciej.
W trakcie pobytu w Prabutach ksiądz Andrzej
odprawił msze święte w kościele w Gdakowie, Rodowie i Prabutach.
Wierni ofiarowywali datki na remont kościoła w Sarnach. Udało się
zebrać 2700 zł.
Prabuckie Stowarzyszenie Kresowiaków planuje
spotkania z ciekawymi ludźmi, pamiętającymi tamte strony. Być może
na wiosnę jego członkowie pojadą na wycieczkę do Wołynia.
(aba) |