Spis artykułów rok 2006

Góra

Strona główna

 

Nr 1/2006 - 06.01. 2006 r.

W powiecie. Gmina Prabuty.

W skrócie. Okradli domek.

W skrócie. O podatkach. Środki transportu. Żytnia podstawa. Chyba najlepszy.

Nasza rozmowa. Wspomnienia kresowiaków. Uciekłam przed siekierą.

Kultura. Wejdź na wystawę. Miasto sprzed lat.

Z policji. Posterunek komisariatem. A etatów tyle samo.

.

.

 W powiecie. Gmina Prabuty.


   - Tradycyjnie już nasza gmina wtacza się do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - zapewnia Marek Szulc, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury.

Oprócz aukcji, podczas której licytowane będą m.in. prace malarskie dzieci oraz rzeźby i obrazy z ubiegłorocznego pleneru rzeźbiarsko-malarskiego w Rodowie, na scenie MGOK zaprezentują się lokalne talenty.

- Atrakcją będzie występ zespołu muzycznego ze Słupska

- dodaje Marek Szulc. -

W okolicznościowej kawiarence skosztować będzie można przepysznego kapuśniaku, domowego ciasta i chleba ze swojskim smalcem. Orkiestrowe granie rozpocznie siew Prabutach o 12.

(aba)


Spis artykułów rok 2006


Do góry

.


.

W skrócie. Okradli domek.


   R0D0W0, gm. Prabuty. Mnożą się włamania do pustych o tej porze roku domków letniskowych. Z domku nad jeziorem Dzierzgońskim ukradziono wszystko, co właściciele pozostawili na zimę: garnki, sztućce, talerze, miski oraz grill, wąż gumowy, wodomierz i rury metalowe doprowadzające wodę. Straty wyniosły ponad 1000.

(chan)


Spis artykułów rok 2006


Do góry

.


.

W skrócie.
O podatkach. Środki transportu. Żytnia podstawa. Chyba najlepszy.


O podatkach.

Z SESJI. Nie zmienią się od nowego roku stawki podatku od środków transportu i opłata targowa na terenie gminy. Obniżono natomiast średnią cenę skupu żyta.

Na targowisku miejskim przy ulicy Daszyńskiego oraz w innych miejscach targowych przy sprzedaży z samochodu ciężarowego o ładowności pow. 3,5 tony zapłacimy 27 zł. - Przy sprzedaży z samochodu ciężarowego o ładowności do 3,5 tony z przyczepą dwuosiową zapłacimy 23 zł - wyjaśnia Bogdan Pawłowski, burmistrz Prabut. - Przy sprzedaży z samochodu osobowego i przyczepy jednoosiowej zapłacimy 19 zł, natomiast za sprzedaż ze straganów 14 zł.

W przypadku sprzedaży małych ilości produktów rolnych opłata wynosić będzie 5 zł, a przy sprzedaży artykułów przemysłowych i rolno-spożywczych poza straganami 14 zł.

Środki transportu

Jeśli ktoś posiada samochód ciężarowy o dopuszczalnej masie całkowitej pojazdu od 3,5 do 5,5 tony włącznie to wówczas zapłaci 566 zł. W przypadku samochodu ciężarowego z zawieszeniem pneumatycznym o dopuszczalnej masie całkowitej pojazdu wyższej niż 12 ton a mniejszej niż 21 tony i trzech osiach zapłacimy 1594 zł. Od samochodu ciężarowego z systemem zawieszenia osi jezdnych innym niż pneumatyczne lub uznane za równoważne o dopuszczalnej masie całkowitej równej lub wyższej niż 12 ton a mniejszej niż 15 tony i dwóch osiach zapłacimy 1562 zł.

Żytnia podstawa

Miejscy radni obniżyli również średnią cenę skupu żyta, będącego podstawą naliczenia podatku rolnego. Od stycznia kwota ta wynosić będzie 25,09 zł za kwintal.

Chyba najlepszy

BUDŻET. Ponad 24 mln zł wynieść mają dochody miasta i gminy Prabuty w roku 2006. Wydatki oszacowano na ponad 33 mln zł. Deficyt budżetowy pokryty zostanie obligacjami i pożyczkami. Tak przewiduje uchwalony przed radnych budżet na 2006 rok.

Zdaniem prabuckich samorządowców zadłużenie gminy jest bardzo bezpieczne it nie przekracza 20 proc. Inwestycje pochłoną 10 mln zł. - Cieszy mnie, że aż 32 proc. dochodów gminy przeznaczymy na inwestycje - mówi Henryk Fedoruk, przewodniczący Rady Miasta. -To chyba najlepszy budżet z jakim zetknąłem się w ciągu ostatniej kadencji.

(aba)


Spis artykułów rok 2006


Do góry

.


.

Nasza rozmowa. Wspomnienia kresowiaków.
Uciekłam przed siekierą.



- Kiedy w Dąbrowicy zaczęły “grasować” bandy Ukraińskiej Powstańczej Armii, na mieszkańców padł blady strach - wspomina Irena Majewska.

Fot. Małgorzata Enerlich-Kamińska


   Irena Majewska wraz z całą rodziną uciekała z Ukrainy do Poznania. Rosjanie nie zatrzymali tam jednak pociągu. Wyrzucili ich dopiero na małej stacji na północy Polski. Rano okazało się, że to Risenburg (Prabuty). Był rok 1945. Mieli tam zostać na chwilę, tymczasem tu znaleźli swoje miejsce na ziemi.

- Pochodzi pani z...

- Dąbrowicy. To czternastotysięczne miasteczko położone na Ukrainie, między Sarnami i Unińcem. Mieszkałam tam z rodzicami i dwójką młodszego rodzeństwa. Ojciec mój był komendantem posterunku w Łachwie na Polesiu. Przez pewien okres czasu mieszkaliśmy właśnie tam, na piętrze posterunku.

- Pani sąsiadami byli ludzie różnych narodowości. Jak się żyło w takiej mieszaninie kultur i religii?

- Większą część mieszkańców stanowili Żydzi. Oprócz nich mieszkali też Ukraińcy i Polacy. Na początku żyło nam się bardzo dobrze, byliśmy zżyci z sąsiadami, nie zwracało się uwagi na narodowość. Niestety, po wybuchu wojny sytuacja diametralnie się zmieniła.

- To znaczy?

- Kiedy wybuchła wojna wszyscy byliśmy wystraszeni. Ogarnął nas wielki niepokój. 17 września posterunek w Łachwie zajęli Sowieci, a wszystkich funkcjonariuszy aresztowano, także mojego ojca. Więźniowie przetrzymywani byli w podziemiach budynku miejscowego starostwa powiatowego. Warunki były straszne. Ludzie stali po kostki w wodzie, a żywność i ubranie dostarczano im raz na tydzień. Przez cały czas obawiałyśmy się z mamą o swój los, bo wtedy rozpoczął się okres wywózek na Syberię.

- Jak wyglądało pani życie podczas wojny?

- Zaraz po wejściu Rosjan zostałyśmy z mamą i rodzeństwem wyrzucone z mieszkania, które zajmowałyśmy. Nasz dobytek rozkradziono, a nam kazano się wynosić. Schronienia udzieliła nam żona naczelnika poczty. Było bardzo ciężko, tym bardziej, że brat chorował. Musieliśmy jednak jakoś żyć. Pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że nasza rodzina jest na liście przeznaczonej do wywózki na Syberię. Mama ubrała nas i uciekła do Unińca, gdzie mieszkała jej bratowa.

- Doczekaliście tam końca wojny?

- Nie. W Unińcu mieszkaliśmy przez kilka miesiący, ale stamtąd także wywożono na Syberię. Widok był straszny. Całe rodziny pakowano na wozy. Mama postanowiła wyjechać z rodzeństwem do Dąbrowicy, do mojej babki. Ja zostałam w Unińcu, aby być blisko ojca. Żyliśmy w takiej rozłące. W 1940 roku ojciec został gdzieś wywieziony. Nie wiedzieliśmy gdzie. Później okazało się, że do Ostaszkowa. Stamtąd już do nas nie wrócił, zginął. Ja natomiast przeniosłam się do mamy, do Dąbrowicy.

- Jak układało się życie w Dąbrowicy?

- Ja pracowałam, a mama zarabiała szyciem. Nie uważano nas za niebezpiecznych, bo nikt nie wiedział kim wcześniej był mój ojciec. Niestety, w 1941 roku coraz więcej osób wywożono z Dąbrowicy. Niebawem przyszli Niemcy, którzy przegonili Rosjan. Myśleliśmy że najgorsze już za nami. Bardzo się myliliśmy. W 1942 zaczęły “grasować” bandy Ukraińskiej Powstańczej Armii i wtedy zaczęły się prawdziwe rzezie. Niedaleko od Dąbrowicy, w wiosce Sochy jednego dnia UPA zamordowała 400 osób. Uratowała się tylko jedna dziewczynka. Przerażeni nocowaliśmy poza domem. Babcia z siostrą spały w kartoflisku, mama z bratem u sąsiada, a ja na stacji kolejowej w Dąbrowicy.

Pamiętam jedną straszną przygodę. Któregoś dnia dowiedziałam się, że cała moja rodzina została wymordowana. Jak stałam poszłam przez skutą lodem rzeką, do Dąbrowicy. Nagle zobaczyłam swoją sąsiadkę, przed którą szedł Ukrainiec. Kiedy powiedziałam do sąsiadki “dzień dobry” ten mężczyzna odwrócił się i zaczął biec za mną. W pewnym momencie siekierą rozciął mi płaszcz. Nie odwracając się biegłam dalej. Kiedy wpadłam do wioski z przerażeniem spostrzegłam, że z naszego komina nie unosi się dym. Wpadłam do domu i odetchnęłam z ulgą. Cała moja rodzina była cała i zdrowa. Okazało się, że wymordowano inną rodzinę, która nosiła takie samo nazwisko, jak my.

- Jak trafiliście do Polski?

- Znajomy Ukrainiec przewiózł nas w nocy do Sarn. Ja pracowałam w kuchni u Niemców, dzięki temu mogłam utrzymać rodzinę. W styczniu 1944 roku zaczęli wracać Rosjanie, a Niemcy się cofali. Wraz z mamą postanowiliśmy wyjechać do Poznania. Kiedy załadowano nas do pociągu byliśmy przekonani, że wysiądziemy w stolicy Wielkopolski. Niestety, nie dotarliśmy tam, bo Rosjanie nawet nie zatrzymali tam pociągu. Wyrzucono nas w Prabutach i tu zostaliśmy.

Rozmawiała: Anna Bińczak


Spis artykułów rok 2006


Do góry

.


.

Kultura. Wejdź na wystawę.
Miasto sprzed lat.


   Wystawę zdjęć, obrazów, grafik i drobnych pamiątek z przedwojennych Prabut można oglądać w Bramie Kwidzyńskiej. Pokaźną kolekcję przekazał włodarzom Werner Zebrowski, mieszkaniec przedwojennych Prabut, które wówczas nazywały się Risenburg.

- Kiedy rozpoczęliśmy rozmowy z panem Zebrowskim na temat przekazania zbioru, dowiedzieliśmy się jakie warunki stawia nam ofiarodawca. Pierwotnie wystawa miała się mieścić w Kościółku Polskim, jednak adaptacja go na te potrzeby, przekraczały nasze możliwości finansowe - wyjaśnia Bogdan Pawłowski, burmistrz Prabut. - Kolekcja Wernera Zebrowskiego trafiła do Prabut po 1 maja 2004, czyli po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej.

Kolekcja została przewieziona najpierw do Muzeum Zamkowego w Kwidzynie, gdzie czekała na wyremontowanie sali. Włodarze Prabut nie ukrywają, że w chwili obecnej można oglądać tylko 1/8 zbiorów. Pozostała część jest przechowywana w Kwidzynie. Wystawa dokumentuje historię Prabut i wydarzeń, które następowały na tym terenie od schyłku XIX wieku, poprzez okres wojenny aż do roku 1945 roku.

Kolekcjoner Werner Zebrowski ma obecnie 85 lat i mieszka w Duisburgu. Z Prabut wyjechał w 1945 roku. Zgromadzone przez niego eksponaty można oglądać od poniedziałku do piątku od 10 do 18.

(aba)


Spis artykułów rok 2006


Do góry

.


.

Z policji. Posterunek komisariatem.
A etatów tyle samo.



- Wystartuję w konkursie na komendanta komisariatu - zapewnia Zbigniew Kołodziejski, dotychczasowy kierownik posterunku.

Fot. Małgorzata Enerlich-Kamińska


   Prabucianie są ogromnie zadowoleni z prezentu jaki sprawiła im Komenda Powiatowa Policji w Kwidzynie. Od 1 stycznia miejscowy posterunek policji stal się komisariatem. O zmianę wnioskowali samorządowcy i mieszkańcy Prabut.

- Walczyliśmy bardzo długo, ale w końcu się udało - twierdzi Henryk Fedoruk, przewodniczący Rady Miejskiej. - Niestety, ubolewamy nad tym, że nie zmieni się liczba etatów.

Jarosław Jędrzejczyk, komendant powiatowy policji w Kwidzynie, tłumaczy:

- Nie ma ich skąd wziąć. Może w przyszłości. Jedyna szansa na zwiększenie liczby pracujących osób w Prabutach, to możliwość ufundowania przez lokalny samorząd etatów dla dzielnicowych. Prawo przewiduje takie rozwiązanie. To jednak leży w gestii władz samorządowych - twierdzi Jędrzejczyk.

Jednak w kwestii finansowania etatów dla dzielnicowych prabuccy samorządowcy nie mają sprecyzowanych planów. - Nie wydaje mi się, aby nasz samorząd było na to stać - dodaje Henryk Fedoruk.

Zamiana posterunku na komisariat była możliwa dzięki zmianie przepisów.

- Wcześniej musiało pracować minimum 25 funkcjonariuszy, aby można było nazwać posterunek komisariatem. Zmienione przepisy dopuszczają tworzenie komisariatu przy 15 etatach, czyli tylu ilu jest obecnie w Prabutach - tłumaczy Jędrzejczyk.

Jeszcze nie wiadomo, kto zostanie komendantem. Obsadę stanowiska poprzedzi konkurs. - Zamierzam wziąć w nim udział - zapewnia aspirant sztabowy, Zbigniew Kołodziejski, dotychczasowy kierownik posterunku w Prabutach.

(aba, chan)


Spis artykułów rok 2006


Do góry