|
KWIDZYN Zanim
Arriva PCC otworzyła swoją pierwszą kasę w Kwidzynie, już
podniosły się głosy krytyki. Mieszkańcy na forach i w
codziennych rozmowach narzekali, że punkt kasowy został
uruchomiony daleko od dworca.
- Choć to 300 m a oba budynki są w zasięgu
wzroku, to jest to zbyt dużo dla podróżnego spieszącego
“na ostatnią chwilę”. Biletomat byłby lepszy, bo mógłby
stanąć na peronie i byłby czynny w dni wolne, tak jak jest w
Tucholi - argumentowali.
Szefostwa Arrivy nie dziwią te opinie. Sami
podkreślają, że w planach mają założenie w Kwidzynie
biletomatu.
- Bez wahania byśmy to już zrobili, jednak
takie urządzenie jest kosztowne. Żeby zakup się zwrócił,
maszyna musiałaby działać ok. 10 lat, a umowa jaką zawarliśmy
z samorządem wojewódzkim jest ważna tylko do końca roku - mówi
Fabien Courtellemont, prezes spółki.
Z tego samego powodu niemożliwy jest zakup
dodatkowego taboru kolejowego. Chociaż Arriva deklaruje, że z chęcią
podniosłaby częstotliwość kursów na niektórych liniach, to
zaznacza, że jest to niemożliwe ze względu na brak dodatkowych
składów.
- Taboru kolejowego nie kupuje się w salonie
na rogu. Jeśli
Bez publicznego wsparcia od samorządów
utrzymywanie przewozów pasażerskich jest nieopłacalne
dziś złożylibyśmy zamówienie, to pierwsze
wagony będą gotowe gdzieś za 2 lata. I jak tu inwestować w
rozwój, kiedy przeciętna umowa z województwem obejmuje nie więcej
niż 3lata? - pyta prezes Arrivy.
Mimo że zapytanie prezesa miało wydźwięk
retoryczny, to problem jest jak najbardziej namacalny. Spółka na
co dzień mierzy się z brakiem w taborze.
- Tak było w zeszłym roku, kiedy uruchomiliśmy
sezonowe połączenie z Torunia i Grudziądza nad morze. Popyt
przerósł podaż, co oznaczało dla pasażerów dyskomfort podróży,
a dla nas niższy obrót - wyjaśnia Jacek Goździewicz, dyrektor
marketingu i sprzedaży wArrivie. - Mimo wszystko, zachęceni
powodzeniem, w tym roku również będziemy chcieli uruchomić te
linie.
Niestety, wciąż nie możemy liczyć, że w
najbliższym czasie przywrócone zostanie połączenie kolejowe do
Prabut. Z niegdyś dwukierunkowej trasy, dziś wskutek zaniedbania
czynny pozostał tylko jeden tor. Jednak nie to jest największym
problemem. - Linia ta nie została wpisana przez samorząd wojewódzki
na listę refundowanych. Bez dotacji utrzymywanie połączenia
pasażerskiego jest nieopłacalne - tłumaczy Fabien Courtellmont.
Być może już wkrótce samorządowcy wygłoszą
jakąś przedwyborczą obietnicę. Oby tylko nie została
zapomniana tak szybko jak jesienne wybory,
(ari)
|